Bartosz Zmarzlik - żużel, speedway
Opublikowano: 26 Luty 2019 | AUTOR: Robert Borowy

Najpierw były samochody, teraz motocykle

– Największego szczupaka złowiłem zaraz za płotem domu Bartka w Kinicach – śmieje się Seweryn Czerniawski, który od ośmiu lat pracuje w teamie Zmarzlików jako mechanik. Na początku pomagał obu braciom, po zakończeniu kariery przez Pawła skupił się już tylko na pracy u Bartka.

Łowienie ryb jest największą pasją Seweryna, ale to zrozumiałe. Dzisiaj mieszka z rodziną w Gorzowie, lecz pochodzi z Kinic. A każdy doskonale wie, że jest to raj na ziemi dla wędkarzy. 

– Od podszewki znam wszystkie znajdujące się tam akweny. Wiem, gdzie są najlepsze okazy i kiedyś udało mi się wyciągnąć 96-centymetrowego szczupaka. To mój rekord. Nawet w Szwecji nie złowiłem większej ryby, bo skandynawski rekord to 94 centymetry – tłumaczy.

Najważniejsze są silnik, sprzęgło, gaźnik i nowa opona

Seweryn Czerniawski nigdy nie jeździł na żużlu. Jak przyznaje, nigdy nie miał nawet takiego zamiaru. I w przyszłości również nie planuje spróbować. W ogóle bardzo późno zainteresował się tym sportem. 

– Pierwszy raz na stadion w Gorzowie zawitałem za namową szwagra po awansie Stali w 2008 roku – opowiada. – Było to spotkanie z Atlasem Wrocław. Bardzo mi się spodobał ten sport, kupiłem sobie karnet i zacząłem systematycznie chodzić na mecze. W tym czasie pracowałem jako mechanik samochodowy, świetnie znałem się z rodziną Zmarzlików i kiedyś zachęcili mnie, żebym zmienił profesję. Paweł wtedy był już wiodącym juniorem, a Bartek stawiał pierwsze kroki na dużym torze – wyjaśnia.   

Oficjalnie pracę w teamie rozpoczął 1 lutego 2011 roku. Przez pierwszych kilka miesięcy pomagał obu braciom, ale po wypadku Pawła i w konsekwencji zakończeniu przez niego kariery skupił się już na pracy tylko przy sprzęcie Bartka. Jego rolą, podobnie jak drugiego z majstrów Grzegorza Musiała, jest całkowita dbałość o cały park maszynowy, ale i o samochody, którymi jeżdżą na zawody.

– Grzesiu przykładowo myje podwozia, ja zaś podzespoły, ale nie jest to sztywny podział, bo najważniejsze zawsze jest, żeby wszystko było dograne na czas – opowiada i zwraca uwagę, że najcięższą pracę wszyscy żużlowi mechanicy wykonują tak naprawdę przed i po zawodach. 

– Przygotowania przedmeczowe trwają wieczność. Ktoś kiedyś powiedział, że mechanicy pracują 24 godziny na dobę, siedem dni w tygodniu i tak przynajmniej przez osiem miesięcy. I miał rację. Chwilami śpimy na stojąco, bo wszystko musi być dopięte na ostatni guzik – podkreśla i podaje harmonogram takiego jednego kilkudniowego wyjazdu. 

– Bywa, że po powrocie z wtorkowego meczu w lidze szwedzkiej i krótkim pobycie w domu już w czwartek wyjeżdżamy na Grand Prix. Załóżmy, że jest to Krško. Najpierw mamy cały dzień jazdy do Słowenii. W piątek jest trening, wcześniej trzeba przygotować w parkingu boks z reklamami. Po treningu przez kilka godzin doprowadzamy sprzęt do czystości, wymieniamy niektóre elementy i części. W sobotę wieczorem jest turniej, po którym w nocy pędzimy do Polski na mecz ligowy. Przed trzema laty jechaliśmy do Poznania, w ostatnich dwóch sezonach do Gorzowa. Po kilkunastu godzinach jazdy non-stop wpadamy na stadion, często o pustym żołądku i w zależności od czasu albo myjemy dokładnie cały motocykle, albo tylko podzespoły. Najważniejszy zawsze jest dobry silnik, ale także istotna jest jakość sprzęgła, gaźnika i zawsze musi być założona nowa opona na tylne koło. Do tego trzeba  przebrać się w klubowe stroje – na chwilę zawiesza głos, ale zaraz potem kontynuuje.

– Po niedzielnej lidze szybko lecimy do domów na kilka godzin, żeby się przespać, ale już w poniedziałek o ósmej rano meldujemy się w warsztacie. Czasami nawet jest to jeszcze wcześniej. Szybko przygotowujemy dwa motocykle, dwie ramy i pakujemy wszystko do busa. Jak sprawnie z tym się uporamy mamy jeszcze chwilę, żeby podjechać do domów na obiad i po południu wyjeżdżamy z Kinic na prom. W środę wracamy i karuzela zaczyna się na nowo, bo jak nie ma w sobotę Grand Prix, to najczęściej są inne zawody – wyjaśnia. 

Złośliwość rzeczy martwych? To zawsze boli

Duże tempo pracy w tak precyzyjnej profesji jaką jest przygotowywanie motocykli do jazdy po owalnych torach powoduje, że czasami zdarzają się drobne pomyłki. 

– Nie ma ludzi nieomylnych, ale na razie możemy cieszyć się z tego, że unikamy poważniejszych wpadek – przyznaje Seweryn. – Staramy się robić wszystko na 120 procent. Widać to zresztą po znikomej liczbie defektów. Nie wszystkie problemy są też wynikiem jakiegoś błędu, ale złośliwości rzeczy martwych. Pamiętajmy, że motocykl jest poddawany bardzo dużym przeciążeniom – mówi i szybko powraca pamięcią choćby do finałowego wyścigu w Grand Prix Wielkiej Brytanii w Cardiff w 2017 roku. To wtedy Bartek w biegu finałowym pewnie jechał na trzeciej pozycji, ale na ostatnim okrążeniu nagle stanął i miejsce na podium przepadło.

– Nie powiem, jakiego użyłem wtedy pierwszego słowa, bo chyba każdy się domyśla – wspomina Seweryn. – Po chwili oczywiście w takich chwilach pojawia się myśl, czy defekt wynikł z naszej winy czy coś nie wytrzymało? Wtedy w Cardiff nie wytrzymała spinka od łańcucha. To był okres, że na rynku pojawiła się felerna partia i pamiętam, że również w Gnieźnie Bartek miał taki sam defekt. Zawsze szkoda, jak sprzęt odmówi posłuszeństwa, szczególnie w Grand Prix, kiedy idzie walka o miejsce na podium – dodaje. 

Zdaniem Seweryna najważniejsza w pracy mechanika w trakcie zawodów jest koncentracja. Trzeba potrafić się odizolować od świata zewnętrznego, odłożyć wszelkie emocje na bok i skupić się na wybranej pracy. 

– Nie polega ona tylko na przygotowywaniu motocykli do poszczególnych wyścigów, ale również na szybkiej analizie tego co widzimy na torze. Bartek po każdym zjeździe mówi nam co czuje, my przekazujemy nasze uwagi i wspólnie dochodzimy do kompromisu. Nie zawsze wszystko przewidujemy idealnie, czasami coś tam nie wyjdzie, ale po wynikach sportowych Bartka widzimy, że aż tak źle nie jest… – uśmiecha się.

Kangury i kąpiele w oceanie

Seweryn – jak już zostało wspomniane na wstępie – jest miłośnikiem wędkarstwa, ale nie powie o sobie ,,specjalista od moczenia kija’’. 

– Bardziej wolę słowo zapaleniec, hobbysta – prostuje. – Dla mnie wędkarstwo to najpiękniejsza chwila relaksu, to najlepszy moment do ponownego naładowania akumulatorów.  Lubię łowić tylko drapieżniki. W zeszłym roku raz skorzystaliśmy z zaproszenia prezesa Vetlandy i pojechaliśmy z nim na szwedzkie szczupaki. Było bardzo fajnie – zaznacza.

Praca przy żużlu to nie tylko stadiony, warsztaty, hotele, lotniska i przydrożne grille. To także czasami przyjemności związane z zobaczeniem innego świata, zobaczenia nowych miejsc. Popularny ,,Seruś’’ bardzo ciepło wspomina szczególnie wyjazdy do Australii. 

– Super przeżycie, bo tam było trochę tego czasu i w Melbourne naprawdę zdołaliśmy zobaczyć wiele fajnych rzeczy. Piękny kraj. Byliśmy na Eureka Tower, liczącym 297 metrów wysokości, w Albert Park Circuit, gdzie znajduje się tor do Formuły 1. Oczywiście widzieliśmy kangury, ale tylko w zoo. Obowiązkowe były kąpiele w australijskim oceanie. Dla takich chwil również chce się być w tym żużlu – zaznacza.

Nie zawsze jednak w pełni radosne ze stałej nieobecności męża i ojca są najbliżsi. Pani Anna i siedmioletnia córeczka Julia. Jest jeszcze Milan, ale on ma półtora roku i jeszcze nie wie, że tata ciągle musi daleko jeździć do pracy.

– Julia zaczęła chodzić na żużel pod koniec ubiegłego sezonu i teraz pyta się mnie, czy załatwię jej opaskę na nowy sezon – mówi Seweryn. – Wiele czasu w trakcie meczów jej zapewne nie poświęcę, ale będziemy przynajmniej blisko siebie, a Julia przez dwie godziny popatrzy na tatę, co też jest dla niej ważne. Ona już rozumie, dlaczego ciągle wyjeżdżam, często dzwoni, kiedy jestem w podróży, wymieniamy się zdjęciami. Wie, że mam taką pracę i jakoś to znosi – mówi.

Dodajmy jeszcze, że Seweryn jest rodzinnie związany z Hubertem Czerniawskim, który niedawno musiał ogłosić smutną informację o przedwczesnym zakończeniu kariery ze względów zdrowotnych. – Hubert jest synem mojego kuzyna – wyjaśnia na koniec naszego spotkania.

Koszulka Grand Prix 2022

139,00 PLN

Koszulka Polo Zmarzlik Team 2022

169,00 PLN

T-shirt Zmarzlik Team 2022

139,00 PLN

Koszulka Polo Black Edition // 2022

169,00 PLN
FIRMY WSPIERAJĄCE ZMARZLIK TEAM

SPONSORZY I PARTNERZY

Nic nie dzieje się w pojedynkę. Żaden sukces nie powstaje w samotności. Poznajcie firmy, które są nam szczególnie bliskie. Firmy, a nade wszystko wspaniałych ludzi, którzy umożliwiają realizację planów i pasji. To profesjonaliści, ludzie sukcesu, po prostu… wspaniali przyjaciele. Wszystkim im razem i każdemu z osobna składamy ogromne wyrazy wdzięczności. Poznajcie ich i ich działalność. Rekomendujemy całym sercem.

Orlen
Orlen Oil
Platinum Orlen Oil
Verva
Maszoński Logistic
Miasto Gorzów Wielkopolski
Budnex
Jorg Grohmann
Garcarek
Promet Cargo
Splendoor
Wecon
Inter Cars
GBS - dołącz do znajomych
Globex
KDK Group
Gold Las
Optyline
Mario VVS
Szczepan Bike - Giant Gorzów
GM
Daytona
Rehakompleks
Zmarzlik Home Design
Ambasada Kobiecości
GESS.PL